Podczas zakończonego jesienią 2025 roku remontu wnętrza naszej wieży zwróciliśmy baczniejszą uwagę na mniejszy, nieużywany od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku dzwon. Ponownie odczytaliśmy na nim napisy, w tym nazwę producenta: przedwojenną Stocznię Gdańską. Dzwon ów pozostaje dla nas nadal pewną zagadką…
Mimo wszystko spróbujemy ją wyjaśnić. A przy okazji opowiemy historię wszystkich naszych dzwonów, począwszy od pierwszej połowy XIX wieku. Już niemal od 180 lat ich dźwięk był częścią historii naszej dzielnicy.
Opowieść rozpoczniemy od pierwszej połowy XIX wieku. Wówczas to, dokładnie 20 maja 1841 roku, poświęcono pierwszy budynek ewangelickiego Kościoła Wniebowstąpienia. Jego bryłę zaprojektował wybitny berliński architekt Karl Friedrich Schinkl. Wieńczyła go mała, spiczasta wieżyczka, a także prawdopodobnie pierwszy publiczny zegar w Nowym Porcie. Wiemy, że kościółek ten, obliczony na 400 osób, posiadał dwa dzwony. Miło jest pomyśleć, że być może wybijały one godziny, regulując w tamtych czasach rytm życia portowej dzielnicy…
W dniu 19 stycznia 1905 roku konsekrowano drugi budynek Kościoła Wniebowstąpienia. Na wieży o wysokości ponad 60 metrów pojawiły się trzy tarcze zegara z berlińskiej firmy Rochlitz. Na wieży były trzy nowe dzwony, a zegar wykorzystywał je jako sygnały dźwiękowe do wybijania godzin.
Dzwony wykonane były z brązu. Z opisów historycznych wiemy, że każdy z nich miał swoją własną nazwę: pierwszy „Ehre sei Gott in der Höhe” czyli „Chwała bądź Bogu na wysokości”, drugi „Friede auf Erben” – „Pokój na Ziemi”, zaś trzeci – „Und den Menschen ein Wohlgefallen” – „I ludziom pomyślność”. Oprócz nazwy na dzwonach umieszczono nazwiska szczególnie zasłużonych członków Rady Gminy (ewangelickiej). Warto także wspomnieć, że drugi publiczny zegar w Nowym Porcie pojawił się dopiero ok. 20 lat później, na nieistniejącym już budynku dworca kolejowego.
Pod koniec I wojny światowej niemieckie władze wojskowe skonfiskowały dwa największe dzwony wykonane z cennego dla przemysłu zbrojeniowego materiału. W zamian zwróciły identyczne wyglądem i wielkością, ale odlane ze stali.
W marcu 1945 roku Kościół Wniebowstąpienia został niemal całkowicie zniszczony. Gdy w wyniku sowieckiego ostrzału i pożaru zawaliła się wieża, wraz z nią runęły dzwony, wydając swój ostatni dźwięk…
Po zakończeniu II wojny światowej nasi poprzednicy odbudowali świątynię. W 1966 roku o. Dezyderiusz Napierała (przełożony klasztoru) rozpoczął przygotowania obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Zwrócił się wówczas do mieszkańców Nowego Portu o pomoc w postaci złomu na odlew dużego dzwonu, którego dźwięk byłby słyszalny na morzu. Dzięki ofiarności wiernych Kościoła Morskiego udało się odlać ważący 300 kilogramów dzwon w zakładzie Jana Felczyńskiego z Przemyśla. Jego poświęcenia, już jako Dzwonu Milenijnego, dokonał 4 października 1968 roku (w uroczystość św. Franciszka) prowincjał Czesław Drzyżgiewicz.
Na dzwonie po jednej stronie napisano: „Święty Franciszku módl się za nami. Na tysiąclecie chrztu Polski 966–1966. Za pontyfikatu Pawła VI, kiedy biskupem gdańskim był ksiądz dr Edmund Nowicki, prowincjałem Zakonu OO Franciszkanów Reformatów w Polsce o. Czesław Drzyżgiewicz, przełożonym w klasztorze gdańskim o. Dezyderiusz Napierała. Ufundowali mnie Wierni z Nowego Portu, abym głosił chwałę Stwórcy i Matki Królowej Polski, a ludowi przypominał drogę do nieba”. Na drugiej stronie dzwonu napisano: „Ludu Morza, gdy usłyszysz głos mój, wznieś serce do Boga, pozdrów Maryję, zmów Anioł Pański, wspomnij zmarłych i poległych za wiarę i Ojczyznę”.
A co z dzwonem z Danziger Werft? Wiemy, że został odlany w okresie międzywojennym w Stoczni Gdańskiej. Dlaczego tutaj właśnie odlewano dzwony? Ta dawna Stocznia Królewska/Cesarska w wyniku decyzji politycznych nałożonych na Wolne Miasto Gdańsk nie mogła produkować broni. Podczas I wojny światowej powstawały tutaj pancerne kolosy, wielkie okręty wojenne i łodzie podwodne; natomiast w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku przechodziła ona kryzys z powodu niewielu zamówień na statki cywilne. Dlatego imała się produkcją takich właśnie zleceń, jak dzwony kościelne, kotły, konstrukcje stalowe, silniki. Dzwonów odlano tutaj ogółem 476, z czego większość, bo ponad 400, trafiło do odbiorców z Polski.
W kronice klasztornej brakuje nam wzmianek o tym dzwonie. Między wierszami możemy dowiedzieć się, że jego słaby dźwięk (nie jest to duży instrument) przyczynił się do decyzji odlania tego większego, Milenijnego. Przypuszczamy, że nasi poprzednicy po odbudowie i konsekracji świątyni w 1949 roku otrzymali mniejszy dzwon w darze. Od 1968 roku nie był już wykorzystywany.
Na tym dzwonie również są napisy: „DEN MENSCHEN ZUM TROST” („Ludziom dla otuchy”), natomiast na wieńcu: „MICH GOSS DIE DANZIGER WERFT IM JAHRE 1928”. Nie podłączyliśmy go jeszcze, ale pracujemy nad tym, aby i jego zapomniany dźwięk mogli usłyszeć mieszkańcy naszej dzielnicy.
Dziękujemy, że byliście z nami na kolejnej historycznej opowieści! (kilka więcej informacji zamieściliśmy przy opisach zdjęć).
Zaprezentowany tekst pierwotnie ukazał się na Facebook'owym profilu naszej świątyni 12 grudnia 2025 r. i był 40 odcinkiem cyklu „Tajemnice Kościoła Morskiego” pt. „Dzwon z Danziger Werft”. Zachęcamy do lektury pozostałych odcinków naszego historycznego cyklu.